|
powrót
wersja do druku
Wędrówka za Panem
Numer 4 - 2000
Spis treści Nadzieja zmartwychwstania
Społeczność
Rodzice szkołą sumienia
Czystość mowy a przeklinanie
Przy kamieniu - na równicy
Z wczoraj...
Chrześcijańska troskliwość ojca
Najzwyklejsze zajęcia
Sześć propozycji na kursowy konkurs
Drabina Ap. Piotra
Wiadomości z Afryki i Mołdawii
Przeczytane w prasie
Dziś przychodzę przed Twój tron
Józef na dworze Potyfara
Zagadki
Fotograficzne wiadomości
powrót
wersja do druku
|
|
Józef na dworze Potyfara
Cóż się dalej działo z Józefem? Widzieliśmy go, jak sprzedany przez braci odjeżdżał z kupcami do Egiptu. W drodze serce jego ściskało się z żalu. Oto już nigdy nie zobaczy swojego ojca, nie zobaczy rodzinnych stron, domu, gdzie spędził swoje dzieciństwo. Co ci obcy Iudzie teraz z nim zrobią? Dokąd go zawiozą? Czuł się bardzo osamotniony i nieszczęśliwy. Nie było nikogo, kto by mu pomógł. Gdy tak użalał się nad swoim losem, przypomniał sobie opowiadania ojca o wielkim i łaskawym Bogu, którego jeszcze nikt nie widział. Ale przecież ojciec Józefa, dziadek i pradziadek słyszeli jego władny głos. I wszystko, co obiecał im, wypełniło się.
"TyIko On, ten Wielki Bóg może mi pomóc" - pomyślał z ulgą Józef. "On JEST dla wszystkich dobry i wszystko może uczynić. Na pewno patrzy teraz na mnie i widzi, że jestem niewinny. Muszę tylko cierpliwie czekać, aż mnie wyratuje". - Tak rozmyślając Józef uspokoił się i poweselał. Zaczął przyglądać się krajobrazowi, który mijali jadąc. Były to nieznane dla Józefa strony. Ziemia stawała się coraz bardziej sucha i piaszczysta. Gdzieniegdzie widać było otoczone roślinnością niewielkie źródełka wody. Przystawali wtedy, nabierali wody do skórzanych worków, poili wielbłądy i jechali dalej. Podróż stawała się coraz bardziej męcząca. Aż pewnego dnia w słonecznym blasku zarysowały się przed nimi na horyzoncie kontury jakiegoś wielkiego miasta.
- Nareszcie! - odetchnęli z radością kupcy. - Jesteśmy na miejscu.
- Spójrz chłopcze! - zwrócili się do Józefa - Oto stolica Egiptu!
Po przybyciu do miasta kupcy sprzedali Józefa pewnemu dworzaninowi króla egipskiego. Dworzanin ten był dowódcą wojska, nazywał się Potyfar. Był bogaty i miał dużo sług. Mieszkał w pięknym pałacu. Tutaj zamieszkał też Józef i służył Potyfarowi jako niewolnik.
Nie pomylił się jednak, gdy swoje kłopoty powierzył Temu, który i jego ojcu błogosławił i w Nim położył nadzieję na wybawienie z niedoli. Bóg wiedział o tym, co spotkało Józefa. Wiedział, że ten wrażliwy i posłuszny chłopiec wierzy w Niego. Dlatego we wszystkim błogosławił Józefowi. To On sprawił, że wszyscy lubili chłopca i kochali go.
Mijały lata, Józef stał się już dorosłym mężczyzną. Wszystko to, co uczynił, było dobre, słuszne i szlachetne. Zauważyli to nie tylko słudzy, ale nawet sam Potyfar. "W tym młodzieńcu jest jakaś dziwna moc" - myślał dworzanin królewski - "jakieś nadzwyczajne zdolności. Zawsze, gdy mi doradzi w jakiejś sprawie, szczęści mi się. Uczynię go zarządcą mojego domu. A nuż jego wpływ sprawi, że będę bogaty i szczęśliwy?" Jak pomyślał, tak też i zrobił. Postanowił Józefa nad całym swym domem i pozwolił mu rządzić według jego własnej woli.
W ten sposób Józef stał się zarządcą domu Potyfara. Umiejętnie zarządzał jego majątkiem, pomyślnie załatwiał interesy. Zyskał przez to sobie jeszcze większe jego zaufanie i przywileje. Potyfar wypełniał wszystkie prośby Józefa. Dobrze powodziło się synowi Jakuba. Jego mądrość i niezwykła uroda spodobały się żonie Potyfara. I w tym całe nieszczęście. Żona Potyfara przestała kochać swojego męża, gdyż Józef był od niego o wiele piękniejszy i mądrzejszy. Nie była to dobra kobieta. Postanowiła ona uwieść Józefa i namówić go do złego czynu. Lecz Józef rozpoznał jej złe zamiary i sprzeciwił się.
- Nie będę robił nic takiego, co się nie podoba mojemu Bogu odpowiedział jej stanowczo. Gdy jednak chciała go zmusić do złego, uciekł od niej. Wtedy żona Potyfara rozgniewała się. Nie mogła znieść tego, że Józef sprzeciwił się jej samolubnym zachciankom. "Nie podaruję mu tego" - powiedziała do siebie w wielkiej złości i zawiści. "Ukarzę tego pyszałka."
Poszła do Potyfara i powiedziała mu tak:
- Mężu, twój sługa Józcf, któremu pozwoliłeś rządzić całym domem, tak się rozswawolił, że chciał mnie dzisiaj skrzywdzić. Zaczęłam głośno krzyczeć. Wtedy ten rozpustnik uciekł.
Oczywiście, było to wielkie kłamstwo. Lecz Potyfar o tym nie wiedział. Uwierzył żonie, a niewinnego Józefa wtrącił do więzienia. Nie zapomnijmy jednak, że Józef bez przerwy wierzył Wielkiemu Bogu. A Ten nigdy go nie opuszczał, nawet w więzieniu. Zawsze tak wpływał na ludzi i na wydarzenia, że młodzieńcowi było dobrze.
|
|
|