"Lecz koniec przykazania jest miłość z czystego serca, z sumienia dobrego i z wiary nieobłudnej." - 1 Tym. 1:1.

Pojęcie o religii, o Boskich przykazaniach dla Jego ludu itd., było u wielu mylnym za czasów apostolskich, a może tym bardziej mylnym było w późniejszych okresach i jest teraz. Wnosić możemy, że metodą onego wielkiego przeciwnika jest aby zamieszać umysły tych, co szukają Boga i sprawiedliwości. Pismo Święte mówi, on w taki sposób zwodzi cały świat - wystawiając formy, ceremonie, teorie i sformułowane wyznania wiary, zamiast prawdziwej, serdecznej łączności z Bogiem.

Ci, co nauczają błędnie, że obecne życie doczesne decyduje o wiecznym przeznaczeniu każdej istoty, bądź w wiecznych mękach, bądź w wiecznej radości, uważają tę naukę jako gościniec czystego chrześcijaństwa i świętobliwości, a z tego powodu wielu takich, co faktycznie nie wierzą w tę naukę, milcząco podtrzymują i popierają ją w mniemaniu, że to czyniąc ochraniają drogę świętobliwości. Jest to jednak wielką omyłką, jest złudzeniem onego przeciwnika, przez które on sprawia, że pobożność wiernych chrześcijan służy jego celom,

  1. ponieważ nauka ta zaciemnia Boską chwałę co do Jego miłości i sprawiedliwości, i
  2. ponieważ zamiast rozwijać i rozszerzać świętobliwość ona raczej czyni coś wprost przeciwnego, jak to poniżej wykażemy.

Teorja, że życie obecne jest tylko na to aby zadecydować kto zasługuje na wieczną szczęśliwość a kto na męki wieczne, prowadzi do tej ostatecznej myśli, że charaktery w zupełności niegodziwe są pewno warte jakiejś wiecznej kary, o ile przed śmiercią nie będą pokutować; lecz co do ludzi w połowie uczciwych to są za dobrzy aby iść na wieczne męki, więc chyba zaliczeni będą do tych, co dostąpią wiecznych radości. W taki to sposób nauka o piekle zamiast pobudzać do świętobliwości i czystości serca, powoduje raczej coś przeciwnego, czyli niedbalstwo pod każdym względem, z wyjątkiem chyba jawnych zbrodniarzy i ogólnych niegodziwców.

Z drugiej strony nauka Pisma Świętego nie grozi nikomu wiecznymi mękami; wystawia raczej każdemu obietnicę dojścia do zupełnego poznania prawdy, bądź w życiu obecnym bądź w przyszłym, kiedy to, pod warunkami nowego Przymierza, każdy będzie mógł skorzystać ze sposobności wiecznego żywota, przez wielką ofiarę pojednania dokonaną na Kalwarii. Ta nauka biblijna jest podnieto do świętobliwości, czyli czystości serca i życia, ponieważ zamiast wystawiać ogólną karą piekielnych mąk, ona wystawia "sprawiedliwą odpłatę" nagrody lub kary, w proporcji do tego jak ktoś będzie się starał dochodzić do harmonii z Bogiem i z Jego świętobliwością.

Najprzód jest powołanie Kościoła, którego członkowie staną się dziedzicami Bożymi i współdziedzicami z Jezusem Chrystusem, w królestwie tysiącletnim, na warunkach czystości serca; a następnie przyjdzie oferta restytucji i wiecznego żywota w doskonałości ludzkiej, dla wszystkich, którzy powrócą do serdecznej harmonii z Bogiem. Pismo Święte daje do zrozumienia, że żywot wieczny, na jakimkolwiek poziomie egzystencji, nie będzie dany nikomu inaczej jak tylko na warunku zupełnej harmonii z Bogiem. Cokolwiek przeciwne, lub choćby tylko niedochodzące do tej zupełnej harmonii, będzie, według Pisma Świętego, skazane na wtóra śmierć. Tu więc w tej Boskiej ofercie mamy najwyższą zachętę do podejmowania zabiegów ku osiągnięciu doskonałości; i jesteśmy zapewnieni, że zabiegi te zostaną ostatecznie, według Boskiej łaski, nagrodzone doskonałym stanem, przy zmartwychwstaniu.

Wielu jest takich, którzy mają bardzo błędne pojęcie co do znaczenia tego orzeczenia "czystość serca." Niektórzy mniemają, że jest to niemożliwym do osiągnięcia w obecnym życiu; gdy zaś inni uważają, nie mniej błędnie, że oznacza to zupełną doskonałość w myśli, słowie i uczynku, a wierząc, że warunek ten wypełniają i nauczając tak drugich, popełniają wielką omyłkę.

Wyjaśniając ten ostatni błąd zaznaczamy, że możliwym jest dla człowieka zwieść samego siebie co do stanu swego własnego serca; jak to widocznie rzecz się miała z Faryzeuszami za czasów naszego Pana. Mniemając i twierdząc, że byli doskonałymi, że zachowywali cały zakon, oni tylko zwodzili siebie, lecz nie Boga. To ich samo - złudzenie było pewnego rodzaju obłudą, niedozwalającą im widzieć, że potrzebowali szaty sprawiedliwości Chrystusowej i pozostawiającą ich w brudnych łachmanach własnej sprawiedliwości, niesposobnych do królestwa. Podobnie rzecz się ma i dziś z tymi, którzy roszczą sobie pretensje do doskonałości w myśli, słowie i uczynku. Tacy stają się ślepymi na swe własne słabości, niedoskonałości i omyłki, i znajdują się w stanie o wiele gorszym od tych, co chociaż na zewnątrz mniej moralni, są w sercu lepszymi w oczach Bożych, gdy szczerze wyznawają swoją niegodność; ponieważ dla takich Bóg przygotował odpuszczenie grzechów - przykrycie szatą sprawiedliwości Chrystusowej.

Jednakowoż ci, co myślą, że czystość serca jest niemożliwą w obecnym życiu, również się mylą. Omyłka ich polega na tym, że nie widzą znacznej różnicy pomiędzy czystością serca a doskonałością, czyli sprawiedliwością we wszystkich słowach i czynach. Słowo: serce, jak ono użyte jest w tym tekście, stosuje się do umysłu, woli i pobudek człowieka. Tak rozumiejąc tę sprawę możemy widzieć, że ktoś może być czystym w sercu, czyli może mieć czyste intencje, a jednak wyznawać niezdolność do czynienia tego wszystkiego, co jego dobre intencje pragną i o co starają się. Kto jest w sercu czystym ku Bogu w Chrystusie, ten nie jest dwoistego umysłu; jego umysł, wola, serce szuka najpierw i zawsze woli Bożej. Stąd to napomnienie Apostoła: "Oczyśćcie serca, którzyście umysłu dwoistego." - Jak. 4:8.

Jak ten stan czystości może być osiągnięty? Czy poselstwem naszym do grzeszników ma być: "Oczyszczajcie serca wasze"? Nie; poselstwo Ewangelii nie wzywa grzesznych do oczyszczania serc; przeciwnie, ono oświadcza, że dla grzesznika niemożliwym jest oczyścić swe serce. "Mydło blecharzy," którego grzesznik nie posiada, potrzebne jest aby oczyścić serce i doprowadzić je do takiego stanu społeczności z Bogiem i z Jego wolą, aby mogło być uznane czystym i przyjemnym w Jego oczach. To też grzesznicy wzywani są do pokuty, do przyznania się, że nie tylko w swym zewnętrznym postępowaniu są niedoskonali ł nie dostaje im chwały Bożej, ale że i serca ich są buntownicze, skalane i chylące się do nieczystości.

Gdy już grzesznik pokutuje za swoje grzechy, pragnie dojść do społeczności z Bogiem i z Jego sprawiedliwością, wskazanym mu jest wielkie pojednanie za grzech i pociągany jest do wielkiego Odkupiciela, przez którego może uwolnić się od grzechu i dojść do harmonii z Bogiem. Gdy kroki te są podjęte - gdy grzesznik pokutuje za grzechy, uczynił naprawę, na ile to było możliwym, przyjmuje Chrystusa i stara się postępować drogą sprawiedliwości, tedy jest on usprawiedliwiony - "usprawiedliwiony z wiary w krew Chrystusową" - doprowadzony do społeczności z Bogiem i doznaje radości i pokoju Jego przebaczającej miłości.

Gdy to jest dokonane, gdy usprawiedliwienie z wiary jest utwierdzone, a grzesznik nie jest więcej uważany i traktowany jako grzeszny, ale jako pojednany z Ojcem, wtedy można o nim powiedzieć, że jest on czystym w sercu, oczyszczonym od "grzechów przeszłych, popełnionych w cierpliwości Bożej." Powstaje jednak nowa sprawa: chociaż przeszłe grzechy są łaskawie przykryte, to jednak słabości cielesne trwają nadal i pokusy ze strony onego przeciwnika czyhają na każdym kroku. Człowiek taki zaczyna postępować naprzód, lecz znajduje się osaczonym przez świat, ciało i diabła; co więc ma on czynić? Jest to bardzo poważna sprawa; albowiem znajduje się on niesposobnym do kierowania samym sobą. Właściwą dla niego rzeczą jest przyjąć następną ofertę Boskiej łaski, mianowicie: podjąć drugi krok onego wielkiego zbawienia. Słyszy on słowo Pańskie wypowiedziane przez Apostoła: "Proszę was, bracia, przez litości Boże (okazane w tym że grzechy nasze zostały przykryte), abyście stawiali ciała wasze ofiarą żywą, świętą, przyjemną Bogu, to jest, rozumną służbę waszą." - Rzym. 12:1.

Człowiek nawrócony i odpowiednio pouczony rozumie, że niezdolnym jest ostać się o własnej sile; rozumie, że jedyną jego nadzieją utrzymania danego mu usprawiedliwienia jest oddać się Bogu, aby On nim się zaopiekował. Na początku on może rozmyśla zawrzeć coś w rodzaju spółki z Bogiem, jakoby mówił: "Nieco dla mnie a nieco dla Ciebie"; trochę moja wola a trochę Pańska; lecz będąc więcej pouczonym znajduje, że takie coś nie jest zadawalającym w oczach Bożych; że Bóg przyjmie go, zaopiekuje się nim i zagwarantuje mu chwalebne zwycięstwo i wieczną nagrodę tylko na warunkach zupełnego oddania się Jemu, zupełnego poświęcenia swego serca.

Gdy grzesznik przejdzie te stopnie, gdy uczyni zupełne poświęcenie swego serca Bogu, wtedy jest on takim jak mówi nasz tekst, jest czystym w sercu, pod zakonem miłości, pod zakonem łaski. Jednakowoż pomimo swej czystości serca, czyli pobudek, intencji i woli aby wypełnić Boskie przykazanie, sumujące się w jednym słowie "miłość" - on zauważy, że musi toczyć walkę, że zakonem jego członków zdegradowanych, odziedziczonym grzechem, jest silny zakon samolubstwa, przeciwny nowemu zakonowi, któremu on się zobowiązał, to jest zakonowi czystego serca, czystej woli - zakonowi miłości.

To też Apostół wykazuje w naszym tekście, że końcem, czyli głównym celem Boskiego przykazania, czyli zakonu, jest miłość - chociaż znajdziemy samych siebie niezdolnymi do postępowania według wszystkich szczegółów i wymagań tegoż zakonu. Jednakowoż ta niezdolność do ścisłego postępowania według zakonu nie może wypływać z braku woli, intencyj, wierności i czystego serca wobec zakonu i wobec Tego, który go dał. Jakiekolwek uchybienie czynimy, w czymkolwiek nie dochodzimy do chwalebnego celu nam wystawionego, musi to pochodzić wyłącznie ze słabości ciała i z zasadzek onego przeciwnika, którym nasze czyste serce, czyli wola, nie zdoła się oprzeć.

W takich okolicznościach pomocne nam są Boskie obietnice, zapewniające nas, że On zna nasze słabości i ułomności, a także zna niegodziwości naszego przeciwnika szatana, oraz wpływy ducha tego świata, który jest przeciwny duchowi miłości. Mówi nam również, że zawsze mamy dostęp do tronu niebiańskiej łaski, aby uzyskać miłosierdzie za nasze uchybienia od doskonałych zasad, które sercem uznajemy i do których w miarę możności staramy się zastosować. Przyswajając sobie te miłosierdzia i przywileje zapewnione nam przez wielkiego Arcykapłana, możemy bojować dobry bój przeciwko grzechowi i odpierać jego ataki na nasze serca, chociaż nie zawsze uda nam się odeprzeć jego ataki na nasze ciała. W taki to sposób i tylko w taki, chrześcijanin może zachować samego siebie czystym w sercu i utrzymać się na stanowisku bojownika dobrego boju i, do pewnego stopnia, przezwyciężać świat i jego ducha.

Ciała nasze jak i umysły cielesne gotowe są zwodzić nas pod względem tego przykazania miłości. Umysł cielesny będzie się starał wchodzić do spółki z nowvm umysłem, oświadczając gotowość do uznania miłości za regułę i prawo postępowania, ale pod pewnymi warunkami. Umysł cielesny gotów jest uznać miłość w słowie i w obyczajach, czyli kształt (formę) pobożności, bez jej mocy. Grzeczne obyczaje, wymagane przez miłość, mogą być praktykowane przez serce samolubne, zwodzące siebie i drugich; na ustach może być uśmiech i słowa pochwały, uprzejmości lub grzeczności, podczas gdy w sercu znajdują się uczucia samolubstwa, uprzedzenia, gorzkości lub nieprzyjaźni, które niekiedy mogą ujawniać się w umiejętnie wypowiedzianej zelżywości, potwarzy lub zniewadze; albo też, uczucia te zachowywane i pielęgnowane w sercu, mogą w pewnych okolicznościach wywołać złość, nienawiść, zazdrość, spory i inne złe uczynki ciała i diabła, co jest w zupełnym przeciwieństwie do właściwego postępowania czystego serca, według przykazania, czyli zakonu miłości.

Musimy więc zawsze pamiętać o tym, że głównym celem Boskich postępowań z nami i dla nas, jak i głównym znaczeniem wszystkich Jego obietnic jest, aby wyrobić w nas miłość, na podobieństwo miłości Bożej; albowiem Bóg jest miłość. Aby miłość taka mogła być wyrobiona w nas, w znaczeniu i stopniu zamierzonym od Boga, potrzebnym jest, aby ona wypływała z czystego serca, w zupełnej zgodzie z Bogiem i Jego prawem miłości, a tym samym w zupełnym przeciwieństwie do onego przeciwnika i jego prawa samolubstwa.

Aby miłość taka mogła być właściwie rozwijana, potrzebnym jest jeszcze dobre sumienie; albowiem są też sumienia niedobre. Sumienie potrzebuje pewnego regulowania, tak samo jak potrzebują tego wszystkie inne władze naszej upadłej natury. Jeżeli tedy sumienie nasze potrzebuje uregulowania, to musimy mieć pewien wzór, według którego moglibyśmy je regulować. Sumienie może być przyrównane do tarczy zegara (cyferblat), na której naznaczone są odpowiednie cyfry, jednakowoż akuratne wskazywanie czasu zależy od dobrego nastawienia głównej sprężyny. Podobnie rzecz się ma z sumieniem; ono gotowe jest wykazywać nam co jest dobre, a co złe, lecz spolegać na nim można dopiero wtedy, gdy regulowane jest nową sprężyną, nowym sercem, czyli wolą, doprowadzoną do karności z prawem miłości, przedstawionym w Słowie Bożym.

Tekst nasz wskazuje również na potrzebę wiary nieobłudnej. Zdaje się nam, że na tym właśnie punkcie poważne trudności zachodzą w wielu wyznawcach nominalnych kościołów. Oni nie są szczerymi, nie są sumiennymi pod względem ich wiary. Jeżeli wierzą inaczej aniżeli naucza ich denominacja, to wolą tę swoją wiarę ukrywać, ponieważ boją się zamieszania w kościele. Boją się aby ich nie uznano za dziwaków; aby nie stracili poważania u współ - chrześcijan ("pszenicy"), którzy mogliby ich zrozumieć i od współtowarzyszy ("kąkolu"), którzy napewno nie zrozumieliby ich i mówiliby o nich źle. Zabiegają więcej o pochwały od ludzi aniżeli o pochwałę od Boga, bo inaczej nie narażaliby się na niełaskę Bożą, przez gwałcenie swego sumienia, przez fałszywe przedstawianie swej wiary, aby tylko zachować przyjaźń ze światem i z nominalnym kościołem.

Zachęcamy więc naszych czytelników, aby uważnie zastanowili się nad słowami naszego tekstu, pamiętając że ci, co przeoczą prawdziwą myśl tam zawartą, nie tylko że stracą obecną sposobność przezwyciężenia świata i przyszłego współdziedzictwa z Chrystusem w królestwie, ale dodatkowo używają swe wpływy w złym kierunku teraz i łatwo mogą być popchnięci do niemądrych mów, prelekcyj i nauk, albo do rozprawiania nad sprawami nielogicznymi i błahymi, ponieważ serca ich zostaną zaćmione przez zaniedbanie zasad, jakie Bóg wystawił dla nowych stworzeń w Chrystusie Jezusie. A czasami sprawa ta nawet przechodzi granicę niemądrych mów i serce staje się zgorzkniałe, zepsute; miłość zostaje z serca zupełnie wyparta, a samolubstwo zajmuje jej miejsce i z obfitości takiego serca wypływają słowa goryczy, złości i niegodziwości, zamiast słów miłości, uprzejmości, łagodności, miłosierdzia i dobroci.

"Nad wszystko, czego ludzie strzegą, strzeż serca twego, bo z niego żywot pochodzi" - od serca zależy żywot lub śmierć. "Błogosławieni czystego serca; albowiem oni Boga oglądają." - Przyp. 4:23. Mat. 5:8.

"Straż" nr. 8, 1947r. - Koniec przykazania jest miłoœć - W.T.2733