Dwaj podróżni, siedzący obok siebie w wagonie kolejowym, zajęci byli bardzo ożywioną rozmową. Rozmowa była na temat religii i jeden z nich, niedowiarek, starał się widocznie usprawiedliwić swoje niedowiarstwo wyliczaniem różnych złych rzeczy panujących w chrześcijaństwie. Z widoczna przyjemnością wyszczególniał i krytykował obłudę, przekupstwo, łakomstwo i liczne podziały znajdujące się w rzekomym kościele Chrystusowym, następnie zaczął wykazywać niektórych wodzów religijnych, jako najgorszych z pomiędzy różnych przestępców.

Opodal siedział mężczyzna, wierzący chrześcijanin, który chcąc nie chcąc, musiał przysłuchiwać się całej tej rozmowie. Gdyby oskarżenia wypowiadane przez owego niedowiarka były fałszywe, chrześcijanin ów zniósłby to wszystko ze spokojem, jako część nienawiści tego świata przeciwko Chrystusowi i radowałby się, że może znosie urągania dla Chrystusa; lecz on wiedział, że oskarżenia były prawdziwe - aż za bardzo prawdziwe aby je ukryć nawet przed najbardziej pobłażliwym umysłem. To też wszystko, co mógł uczynić, to schylić swą głowę i słuchać zasłużonych wyrzutów.

Wnet jednak ten, co w taki sposób krytykował chrześcijan, chcąc widocznie rozszerzyć koło swoich słuchaczy, skierował swoją krytykę wprost do siedzącego przed nim chrześcijanina.

Będąc w taki sposób zagadnięty wprost, chrześcijanin dał mu taką odprawę : "'Widzę, że jesteś prędkim w zauważeniu zła i umiesz dość traf K czytać ludzkie charaktery. Obnażyłeś tu przed nami rożne niegodziwości, które uczyniły z chrześcijaństwa ruinę i dojrzewają prędko na sad Boski. Nie oszczędziłeś nikogo, każdemu dałeś dobrą miarę chłosty twoim językiem. Co do mnie, jestem chrześcijaninem i miłuję Pana niego Jezusa Chrystusa i Jego lud. Nie mam ani słowa na obronę tych, których krytykowałeś, lecz obecnie stawiam ci stanowcze i poważne wezwanie abyś wypowiedział swoje zarzuty i krytykę przeciwko Samemu Jezusowi Chrystusowi."

Niedowiarek okazał zdumienie. Został prawie że przestraszony i z pewnym zażenowaniem odparł: "Nie, w Samym Jezusie Chrystusie nie mogę znaleść wady. On był doskonały."

"Prawdę powiedziałeś" - odrzekł chrześcijanin - "i z tego właśnie powodu serce moje zostało pociągnione do Niego. Im więcej patrzę na Niego, tym bardziej rozpoznaję, że nie jestem takim jak On, a tylko biednym, grzesznym, winnym człowiekiem. Powiedz mi jednak, czy ja nie mam prawa czuć się szczęśliwym i miłować Go, gdy poznałem, że On umarł za mnie; że Swoją śmiercią na krzyżu spłacił wszystkie moje długi i tym sposobem zmazał moje winy? Od chwili gdy to poznałem, umiłowałem Go całym sercem i jakiekolwiek zło popełniane przez tych, co mienią się być Jego naśladowcami, nie zdołają odciągnąć mnie od Niego. Zbawienie moje zależy na tym, co On uczynił, a nie na tym, co Jego rzekomi naśladowcy czynią."

Niedowiarek nie miał nic na to do powiedzenia i nie miał też już nic do krytykowania.

"Straż" nr. 7, 1947r. - Myœlšcym pod Rozwagę - Zamknięcie ust oskarżycielowi - W.T.204